Żeglarski savoir-vivre

Wchodząc na jacht mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, iż żeglowanie jest jednym z najstarszych sposobów przemieszczania się. Pozostałości po łodziach z V w p.n.e. nikogo nie dziwią. Statki żaglowe służyły odkrywcom, podróżnikom oraz stanowiły trzon uzbrojenia niejednej armii. Ludzie żeglowali i będą żeglować. Kiedyś z konieczności, dziś dla sportu lub rekreacji. Jest to jednak sport związany z siłami przyrody. Człowiek, na przestrzeni lat, nauczył się jak sobie radzić w tym nienaturalnym dla nas środowisku. Wypracował pewne zasady.

„Drugi po Bogu”
Tak często określa się kapitana. I jest w tym sporo racji. Na jachcie kapitan decyduje o wszystkim. Należy mu się szacunek, ponieważ to on jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo załogi oraz za jacht. Decyzje kapitana są ostateczne i należy je wykonać. Jeśli uznamy, że decyzje nie są słuszne, możemy się od nich odwołać, jednak dopiero po ich wykonaniu i po wyokrętowaniu – na drodze sądowej. Zwyczajowo kapitan jako pierwszy rozpoczyna posiłki. Hierarchia jachtowa ma na celu poprawę bezpieczeństwa. Nie ma tu miejsca na demokrację. Kapitan wybiera oficerów. Tym, jako jego zastępcom, również należy się szacunek. Za to, o czym wszyscy wiedzą, w razie katastrofy, kapitan schodzi z łodzi ostatni.

Jacht wizerunkiem załogi
Często widuje się jednostki, na których panuje bałagan. Ten nie poprawia bezpieczeństwa. Zarówno w porcie, jak i w czasie rejsu należy dbać o to, aby liny i inne elementy jachtu były „sklarowane”, czyli uprzątnięte i gotowe do użycia. Ładnie wygląda jacht, który nie jest „ozdobiony” częściami garderoby. Wiadomo, że w czasie rejsu możemy zmoknąć i trzeba te rzeczy wysuszyć. Dbajmy jednak o to, aby po wypłynięciu w rejs, schować te „firanki”. Podobnie rzecz ma się z odbijaczami. Chronią jacht w porcie, lecz po wypłynięciu powinny trafić do bakisty. Starajmy się również, aby nasz ubiór w czasie manewrów portowych był kompletny. Dbajmy także o własne bezpieczeństwo. Podstawową zasadą jest: jedna ręka dla jachtu, druga ręka dla siebie. Poruszając się po chybotliwym pokładzie należy zawsze czegoś się trzymać.

Załoga jak rodzina
W środowisku żeglarskim jesteśmy braćmi. Niezależnie od wieku mówimy sobie na Ty. Załogi mijających się jachtów pozdrawiają się uniesieniem reki. Będąc w porcie, nie powinna nas dziwić bezinteresowna pomoc oraz życzliwość spotkanych tam ludzi, którą powinniśmy odwzajemniać.
W trakcie żeglugi alkohol jest niedozwolony. Może on być przyczyną poważnych wypadków.
Jednak i w tym temacie obowiązują pewne zasady. Pierwszy toast zawsze wznosi na jachcie kapitan. Toasty wznosi się na siedząco. Żeglarze nie stukają się kieliszkami, gdyż, jak głosi legenda, przy każdym brzdęku szkła ulatuje jedna żeglarska dusza. Jeśli mowa o przesądach. Nie powinno się odpalać papierosa od świeczki, bo zabija to marynarza. Również gwizdanie na jachcie jest niepożądane. Starym przesądem jest także niewpisywanie w dzienniku jachtowym portu docelowego, dopóki się w nim nie zacumuje. Przynosi to pecha i nieszczęście. Nigdy nie wiadomo, co Neptun nam uszykuje. Podniesienie bandery do góry nogami również przynosi pecha. Długotrwały sztorm lub flauta, zgodnie z wierzeniami marynarzy, może być efektem niespłaconych długów portowych albo zabiciem mewy lub albatrosa. Ptaki te, ponoć, mają dusze poległych marynarzy.
O obyczajach i zasadach panujących w środowisku żeglarskim można pisać bez końca. Jednak jest w tym sposobie spędzania czasu coś, czego nie da się opisać. Trzeba przekonać się samemu.